poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Rozdział XXV

Po długiej przerwie powracam. Jestem po egzaminach więc mam teraz więcej czasu na pisanie. Mam nadzieję, że cieszycie się z tego tak samo jak ja. Jeszcze raz przepraszam za tak długą przerwę, ale musicie zrozumieć, rodzice ;)
Pisałam ten rozdział aż do 1 nad ranem dzisiejszego dnia więc jeżeli wkradły się jakieś literówki to piszcie.


~***~



Mijały tygodnie. Powoli przyzwyczajałam się do nowej szkoły. Mimo tego nadal czułam się jak nad przepaścią. To uczucie, że wystarczy zaledwie jeden błąd, a mogę stracić wszystko. Musiałam naprawdę uważać na wszystko co robię. Nie chciałam się też nikomu narażać więc ten kwietniowy dzień postanowiłam spędzić w szkolnej bibliotece. Miałam nadzieję, że nikogo poza mną tam nie zastanę, bo kto w obecnych czasach jeszcze chodzi do bibliotek? Dzisiejsza młodzież, nie tylko ta z Seulu za nic ma sobie spokój. Wolą chodzić do pasaży handlowych lub podrabiać legitymacje szkolne by wpuszczono ich na dyskoteki, na których upijają się w trupa gdyż tak teraz wygląda ich interpretacja słowa zabawa. Młodym być więcej nic. Tak teraz można by było określić większość moich starych znajomych. To przykre. Dobrze, że się przeprowadziłam. Miałam już dość tamtego towarzystwa. Pomijam już wszystkich zboczeńców, z którymi musiałam się uporać. Mężczyźni, którzy zamiast odnosić się do kobiety z szacunkiem, wołają "Ej laleczko, ile za nockę?". 
Przez takie właśnie sytuacje jeszcze do niedawna odczuwałam wstręt do mężczyzn. Wydawało mi się, że kobiety są dla nich jedynie obiektem seksualnym. Jestem człowiekiem, który raczej stroni od kontaktów fizycznych. Jeżeli osoba, której nie ufam próbują mnie dotknąć, zachowuję się co najmniej dziwnie.
Dźwięk alarmu wyrwał mnie z głębokiego snu powodując, że moja zmęczona twarz doznała bliskiego spotkania z zimnymi panelami. Po wielu nieudanych próbach podniesienia się z podłogi w końcu mi się udało. Zapowiadał się chłodny i deszczowy dzień. Szare chmury spowiły całe niebo nie pozwalając nawet najmniejszemu promykowi słońca na przedostanie się przez tę powłokę. Może to zabrzmieć dziwnie, ale naprawdę lubię takie dni. Słońce nie praży mojej delikatnej, bladej cery, mogłam spokojnie ubierać dłuższy rękaw, który skutecznie zakrywał moje blizny, nie pocąc się przy tym niczym świnia. Idealnie.
Otworzyłam okno. W nocy musiało padać, ponieważ w powietrzu unosił się zapach mokrej trawy. Niechętnie ruszyłam do łazienki. Odkręciłam kurek z ciepłą wodą. Czekałam, aż para wypełni całe pomieszczenie, po czym weszłam pod prysznic, pozwalając kropelkom wody rozbudzić komórki mojego ciała. Ta przyjemność trwała nie więcej niż dziesięć minut. Otulając się ręcznikiem moje ciało przeszedł dreszcz. Wystarczyło otworzyć drzwi by zimne powietrze podrażniło moją skórę.  Szybkim krokiem przeszłam z łazienki do pokoju. Przypominając sobie jedno zdarzenie, jeszcze raz spojrzałam na okna by mieć pewność, że żaluzje są zasłonięte. Co by było gdyby ktoś chciał po mnie przyjść, spojrzał w moje okno, a ja tym razem zamiast paradować w bieliźnie, biegałabym po pokoju w ręczniku, albo co gorsza nago?
Po ubraniu mundurku czas się spakować. Był piątek więc stwierdziłam, że nie muszę brać ze sobą wiele. Chwyciłam za potrzebne zeszyty i wcisnęłam je do mojej torby. Przewiesiłam ja przez ramię i zeszłam do kuchni. Rodziców jak zwykle nie było. Zrywali się o absurdalnie wczesnej porze i wychodzili do pracy. Szaleństwo. Łapiąc jakiś pełnoziarnisty batonik do ręki, wybiegłam z domu. Nie był to najlepszy wybór. Już po pierwszym gryzie musiałam powstrzymywać odruch wymiotny.  Zastanawiam się, czy tylko ja mam takie cholerne szczęście?
Gdy dotarłam już na miejsce zauważyłam dużych rozmiarów szyld, na którym widniała informacja o dniu otwartym szkoły. Czy kwiecień to trochę nie za wcześnie? Dzień ten miał być w przyszłą sobotę. Jeśli będę musiała być obecna to szkoła straci kilka okien. Obiecuję.
Lekcje jak to w piątek minęły mi wyjątkowo szybko. Po ostatniej lekcji, którą był angielski od razu skierowałam się do wyjścia, co nie było specjalnie trudne gdyż siedziałam w ostatniej ławce razem z Hyorin.
- Nie idziesz do domu? – zapytała zdezorientowana Hyorin.
- Wpadnę jeszcze do biblioteki. Potrzebuję jednej książki.  – uśmiechnęłam się.
Zdziwiłam się kiedy wchodząc do biblioteki zauważyłam kogoś siedzącego przy jednym ze stołów.  Był to chłopak najprawdopodobniej z drugiej klasy. Miał krótko ścięte, czarne włosy. To wszystko co mogłam stwierdzić gdyż jego twarz była skryta za okładką jakieś książki fantastycznej. Nie chcąc mu przeszkadzać zaczęłam szukać tego czego potrzebowałam. Rozglądałam się, przesuwałam,  przechodziłam obok tych samych półek i nic.
- Może ci pomóc? – usłyszałam za sobą.
Odruchowo się odwróciłam. Teraz mogłam się bliżej przyjrzeć wcześniej siedzącemu chłopakowi. Był mniej więcej w moim wzroście. Przeciętny koreański uczeń drugiej klasy liceum.
- Właściwie to szukam czegoś ciekawego. Czegoś o aniołach, demonach i takich rzeczach.
- Rozumiem. – powiedział po czym jakby się zastanawiając podszedł do jednej z półek. Podał mi niezbyt grubą książkę w twardej okładce. - To powinno cię zainteresować. Autor spogląda na stworzenia pozaziemskie takie jak anioły, czy demony rzekomo bardziej przychylnie. Chociaż wydaję mi się, że i tak to był zagorzały katolik nie mający własnego punktu widzenia. Jest bardzo stronniczy mimo iż temu zaprzecza. Z resztą sama to ocenisz.
- Bardzo dziękuję.
- Zawsze do usług.
Usiadłam przy stole i otworzyłam książkę. Już po przeczytaniu kilku zdań mogłam wywnioskować, że ten chłopak miał całkowitą rację. Anioły są uosobieniem dobra i wspaniałości, a demony to nic niewarte bestie. Świetnie. Mimo to postanowiłam czytać dalej. A nóż dowiedziałabym się czegoś nowego.  Nie było mi to jednak dane. Nagle moje skupienie zostało przerwane prze głośną muzykę najprawdopodobniej dobiegającej z sali gimnastycznej.
- Naprawdę dyrekcja powinna była się lepiej zastanowić, umieszczając bibliotekę niedaleko sali gimnastycznej. Co tydzień to samo.
- Co tam się dzieje?
- Lekcje tańca sobie urządzają. Niektóre pierwszaki powinny się uspokoić. Oni szczególnie.
- Oni to znaczy kto?
- Idź i sama się przekonaj.  – powiedział beznamiętnie.
Stwierdzając, że właściwie nie mam nic do stracenia odłożyłam książkę na jej miejsce i wyszłam z biblioteki kierując się do źródła dźwięku. Uchyliłam lekko ciężkie drzwi i zajrzałam przez nie. To co zobaczyłam kompletnie mnie sparaliżowało.  Jongup i Junhong… oni tańczyli?
Nie mogłam uwierzyć własnym oczom.  Czegoś takiego się nie spodziewałam.  To był niezwykły widok. Ta dwójka tańcząca do piosenki Chrisa Browna. Jak jedno, a jednak ich ciała były różne. Było widać, że mimo iż teraz tańczyli razem nie specjalizują się w tych samych stylach. 
Wpatrywałam się w nich jak w jakieś bóstwa. Każdy ich mięsień pracował teraz w stu procentach. Każdy ich ruch dopracowany do ostatniego cala. Wiedziałam, że tańczą, ale nie, że aż tak dobrze. Dotarło do mnie, że jesteśmy na kompletnie innych poziomach. Ja tańczyłam zaledwie dobrze. Nie byłam najgorsza, ale do tego to było mi daleko. Ciekawe ile już trenują?
Muzyka ucichła, a oni usiedli na ziemi głośno wzdychając. Pot spływał po ich czołach, a powietrze wydawało się być gęstsze niż mgła.
- Nigdy więcej. – powiedział Junhong kładąc się na podłodze.
- Musimy jeszcze trochę popracować. Nadal widzę kilka niedociągnięć. – odpowiedział Jongup wpatrując się w młodszego.
- Jak dla mnie było znakomicie. – odparłam, opierając się o ścianę.
- Eunmi! Co ty tu robisz? – podniósł się Junhong.
- Miałam zamiar poczytać książkę w bibliotece, ale wspaniała melodia „Turn up the music” mi przeszkodziła.
- Znasz tę piosenkę? – zdziwił się Jongup.
- Owszem. Nie potrafię przy niej usiedzieć w spokoju. – zaśmiałam się.
- Może kiedyś powinnaś zatańczyć z nami.
- Jestem za hyung, ale nie teraz. Obecnie jestem zajęty, umieram.
- Macie ochotę na coś do picia? – zapytałam. – Zaschło mi w gardle więc wybierałam się do automatu.
- Pójść z tobą? – Zelo spojrzał na mnie tymi swoimi roześmianymi oczami.
- Nie trzeba. Odpoczywajcie. Zaraz wrócę.
Wychodząc  z sali, sięgnęłam do kieszeni by sprawdzić ile pieniędzy mam przy sobie. Nie była to jakaś pokaźna suma aczkolwiek nie mogłam narzekać. Zaledwie doszłam do automatu kiedy stało się coś czego nikt się nie spodziewał. Jakby jakiś wybuch. Zarówno nasz roztańczony duet jak i chłopak z biblioteki przybiegli do głównych drzwi przez które można było zobaczyć chmurę dymu.
- Co tu się stało?!
- Zostańcie tutaj. – powiedziałam.
Wyciągnęłam czarną maskę, którą zawsze mam przy sobie, założyłam ją i szybko wyszłam ze szkoły tak, aby jak najmniej dymu przedostało się do budynku. Oczy łzawiły mi jak nigdy. Kto i po co to zrobił?

wtorek, 2 kwietnia 2013

Rozdział XXIV

Dziękuję wszystkim za ciepłe komentarze. Naprawdę jestem zdziwiona, że mam aż tylu czytelników. Co więcej, że mam tylu aktywnie komentujących czytelników. Nawet nie wiecie jak mnie to cieszy.
Pozwolicie, że szybciutko odniosę się do pewnego komentarza. Mianowicie tego dotyczącego wydania książki. Uwierzcie mi, że jest to moim marzeniem jedynak to nie takie proste. Musiałabym znaleźć sponsora (jakkolwiek to nie brzmi haha), a w późniejszym okresie również promotora, który sprawiłby, że moja książka zdobyłaby jakichkolwiek odbiorców. Gdyby to tylko było prostsze już dawno widzielibyście książki z moim nazwiskiem, na półkach w sklepach ;)

~***~

Leżałam na łóżku, wpatrując się w biały sufit. Uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Można powiedzieć, że ta chwila była idealna. Niczym się nie przejmowałam, byłam zadowolona i nic nie było w stanie zniszczyć mi humoru. Za oknem powoli robiło się ciemno. Ostatnimi czasy, czas płynął mi znacznie szybciej niż dawniej. Czyżby to przez zmianę otoczenia? A może przez sam fakt, że milej go teraz spędzam?
Dzwonek telefonu.
- Halo? - odebrałam bez zastanowienia.
- Cieszę się, że cię słyszę, księżniczko. Wybacz, że musiałem cię zostawić z Yonggukiem ale byłem zmuszony wrócić do domu.
- Um, nie przejmuj się tym Himchan. Mam nadzieję, że wszystko u ciebie w porządku.
- Jak najbardziej. Żałuję tylko, że nie mogliśmy dzisiaj porozmawiać.
- Rozmawiamy właśnie teraz. - zachichotałam.
- Rozmowa przez telefon to nie to samo. Chociaż z drugiej zaś strony to miło będzie posłuchać trochę twojego głosu.
- Nie ma w tym nic miłego. Brzmię jak zarzynany jeleń. - starałam się brzmieć jak najbardziej poważnie.
Najwidoczniej nie wyszło mi to tak jak tego oczekiwałam gdyż w słuchawce telefonu usłyszałam głośny śmiech.
- Oh Eunmi, Eunmi. Skąd ty wiesz jak brzmi zarzynany jeleń? - zapytał roześmianym tonem.
- To była tylko taka przenośnia. Nie sądzę, żeby taki odgłos był przyjemny, to dlatego.
- Za surowo oceniasz swój głos, Eunmi.
- Nie tylko swój głos surowo oceniam. Mam naprawdę niską samoocenę ale o tym raczej nie chcesz słuchać.
- Dlaczego? Opowiedz mi o tym. Może będę w stanie ci to wybić z głowy.
- Nie sądzę, żeby licealista chciał wysłuchiwać zażaleń swojej młodszej koleżanki o tym jaki to ma duży nos, czy też waży dużo za dużo. Oszczędzę ci tego.
- Ty ważysz za dużo? Dziewczyno błagam cię. Widziałaś swoje nogi? Poza tym kto jak kto ale to raczej ja powinienem się skarżyć na ważenie dużo za dużo. Co prawda nie na chwilę obecną ale kiedyś.
- Co masz na myśli?
- Nie wyglądałem tak jak wyglądam teraz. Kiedyś byłem... niezbyt urodziwym dzieckiem. Dodatkowo miałem mały problem z nadwagą. Przez to nie byłem zbyt lubiany. Dopiero w liceum wszystko się zmieniło. Urosłem, zrzuciłem niepotrzebne kilogramy i zyskałem pewności siebie. Popatrz, brzydka bestia stała się pięknym księciem. - zaśmiał się.
- Nie sądzę...
- Nie uważasz mnie za pięknego księcia? - jego głos się załamał.
- Ah, nie o to chodzi. Miałam na myśli, że nawet jeżeli miałeś nadwagę to z twarzy musiałeś być przystojny skoro teraz wyglądasz jak wyglądasz... - zamarłam. - Co ja wygaduję? - dodałam ciszej.
- Bardzo mi tym schlebiasz ale byłem naprawdę okropny. Jeśli chcesz się przekonać, mogę przynieść ci moje zdjęcia z tamtego okresu. Będziemy mieli się z czego śmiać.
- Z chęcią je zobaczę. - zaśmiałam się. - Nie wierzę, że jest aż takie złe.
- Załóżmy się o coś.
- Założyć się? - zdziwiłam się.
- Jeśli wybuchniesz śmiechem zobaczywszy to zdjęcie będziesz musiała zrobić jedną rzecz, o którą cię poproszę.
Przełknęłam ślinę. O co on może mnie poprosić. A co jeśli to będzie coś bardzo nieprzyzwoitego? Eunmi spokojnie. Himchan to Himchan ale nie byłby w stanie zrobić ci takiego świństwa... prawda?
- Jesteś tam księżniczko? - odparł czułym głosem.
- Jestem, jestem. Przepraszam, zamyśliłam się. - odpowiedziałam zakłopotana.
- W takim razie jaka jest twoja decyzja?
- A jeśli nie wybuchnę? Co ja będę z tego miała? - zapytałam podejrzliwie.
- Powiedzmy, że tą samą korzyść co ja, a dodatkowo pozwolę zachować ci to zdjęcie.
- Zgoda!
- Wiedziałem, że uda mi się ciebie przekonać. Żadna dziewczyna mi się nie oprze.
- Co do dziewczyn, może masz jakąś na oku? Chunhei z klasy Youngjae wydaje się być bardzo tobą zainteresowana. - powiedziałam z chytrym uśmieszkiem, którego on niestety nie mógł teraz zobaczyć.
- To dość... możemy zmienić temat?
- Dlaczego? Co w tym temacie jest nie tak? - zdziwiłam się.
- Nie przywykłem do rozmawiania o związkach z jakąś dziewczyną, wybacz. To na wskutek pewnego wydarzenia. Można powiedzieć, że do teraz mam traumę.
- Nieszczęśliwa miłość? - zapytałam niepewnie.
- Zgadza się. Skąd wiesz?
- Sama przeżyłam to na własnej skórze. - odparłam cicho.
- Wydaje mi się, że to nie jest rozmowa na telefon. Spotkajmy się jutro. Wtedy pogadamy.
- Niech będzie. Zadzwonię do ciebie jutro i umówimy się w jakieś konkretne miejsce.
- Tylko nie za wcześnie. Lubię sobie pospać. - zaśmiał się. - Dobranoc, księżniczko. Śpij dobrze.
- Kolorowych snów, Himchannie.
Rozłączyłam się i zaczęłam sobie zadawać wiele pytań. Dlaczego wspomniałam o tych rozterkach miłosnych? Sama nie lubiłam o tym rozmawiać. To było bolesne przywoływać do siebie te wszystkie wspomnienia. Nie dość, że było to niemiłe to wywoływało to u mnie koszmary. Już wyobrażałam sobie tę noc.
Spoglądając na moją torbę, wpadł mi do głowy pewien pomysł. Wstałam z łóżka i zaczęłam przeszukiwać moje szafki.
- Gdzie to może być? - powiedziałam sama do siebie przesuwając kolejne przedmioty.
W końcu znalazłam, to czego szukałam. Schowałam to do torby i z uśmiechem na twarzy położyłam się do łóżka, przykryłam kołdrą i odpłynęłam w krainę Morfeusza.

*Następnego dnia*

Obudził mnie dzwonek telefonu. Jednak tym razem nie był to irytujący dźwięk budzika, a dźwięk połączenia. 
- Usdkghfg. - odezwałam się odbierając.
- Wybacz, że nie pocałunkiem ale musiałem jakoś cię obudzić, księżniczko. - usłyszałam znajomy głos.
- Obudzić? - przetarłam oczy. - Która jest godzina?
- Dziewiąta rano.
- I ty mówiłeś, że lubisz pospać? Skoro dla ciebie to wystarczająca ilość to przynajmniej mi dałbyś się wyspać.
- Nie mogłem się doczekać, żeby się z tobą spotkać. Nie miej mi za złe.
- Nic się nie stało. - sturlałam się z łóżka na ziemię. - Postaram się ogarnąć jak najszybciej się da tylko powiedz mi, gdzie i o której chciałbyś się spotkać.
- Tak właściwie to jestem pot twoim domem.
Wstałam z ziemi jak poparzona.
- Jak. To. Jesteś. Pod. Moim. Domem?!
- Schodź do mnie jak najprędzej, bo książę się niecierpliwi.
Biegałam, rozrzucałam, przesuwałam, skakałam i przewracałam się, chcąc ubrać się jak najszybciej. Nie mając czasu na zrobienie jakieś specjalnej fryzury po prostu spięłam włosy w koński ogon. Wzięłam torbę i pośpiesznie wybiegłam z domu przez co o mało co się nie przewróciłam.
- Jestem! - krzyknęłam triumfalnie.
- Widzę, widzę. - powiedział rozbawiony. - Gotowa?
- Powiedzmy, że tak. - uśmiechnęłam się.
- W takim razie chodźmy.
Podał mi swoją dłoń, a ja odruchowo za nią złapałam. Czułam się trochę jak dziecko prowadzone za rączkę.  Najgorsze w tym wszystkim było  to, że ja do końca nie wiedziałam, gdzie jestem prowadzona.
Szliśmy tak, a wielu ludzi się w nas wpatrywało, co bardzo mnie peszyło. Nie lubię kiedy ktoś patrzy na mnie w ten sposób. Himchan musiał to zauważyć gdyż nachylił się nade mną i jedynie szepnął mi do ucha, że nie powinnam się tym przejmować. To było naprawdę miłe.
Po jakimś czasie znaleźliśmy się na nieznanej mi polanie.
- Ładnie tutaj. - stwierdziłam.
- Prawda? Lubię tutaj przychodzić gdy mam gorszy humor. Jest tu cicho i nikt nie zawraca ci głowy głupimi sprawami. - powiedział spoglądając w niebo. - A teraz druga część programu. Zamknij oczy.
- Um. - zamknęłam oczy.
Złapał mnie za ręce i prowadził w jakieś miejsce po czym poprosił abym usiadła na ziemi. Nie był to chłodny dzień więc nie miałam nic przeciwko. 
- Czekaj, czekaj. Już. Możesz otworzyć oczy.
Zrobiłam tak jak powiedział, a moim oczom ukazało się zdjęcie, a na nim Himchan z okresu podstawówki, ewentualnie gimnazjum. Nie mogłam się powstrzymać. Wybuchłam gromkim śmiechem. Nie chciałam go w żadnym wypadku urazić ale to zdjęcie było naprawdę urocze i zabawne. 
- Wygrałem zakład, księżniczko. 
Kiedy jego słowa do mnie dotarły uśmiech momentalnie zszedł z mojej twarzy. No tak, zakład. Jak ja mogłam o nim zapomnieć?
- Cholera. - zaklęłam pod nosem.
- Nie ładnie tak mówić. To nie przystoi prawdziwej księżniczce. - uśmiechnął się szyderczo.
- Podpuściłeś mnie. To nie fair. - odwróciłam się, robiąc obrażoną minę. 
- Zakład to zakład. 
- Niech będzie. - powiedziałam z grymasem na twarzy.
- Proszę. - podał mi swoje zdjęcie.
Zdziwiona, spojrzałam na niego wielkimi oczami. Nie rozumiałam tego.
- To twoje zadanie. Weź je i pilnuj, by nikt poza tobą go nie zobaczył. 
Spojrzałam na zdjęcie jeszcze raz i stwierdziłam, że jest naprawdę słodkie.
- I ty mi wmawiasz, że byłeś brzydkim dzieckiem? Wiesz jakim ja byłam szpetnym dzieckiem? - zaśmiałam się i sięgnęłam do torby. Spojrzałam na to co trzymałam w rękach następnie podając to Himchanowi.
- Co to jest? Jakaś książka? - spojrzał na mnie zaskoczony.
- Nie do końca. Otwórz.
Nieco otumaniony otworzył to "książkopodobne" coś. Jego oczy momentalnie się roześmiały.
- Nie mów mi, że to jest...
- Tak, to album z moimi zdjęciami. - wybuchłam śmiechem.
- To naprawdę ty? Niemożliwe. - wskazał jedno zdjęcie.
- A spójrz na to. Nie mam przednich zębów. - pokazałam mu inne.
- A tu jesteś przebrana za księżniczkę. To było przeznaczenie. - zaśmiał się.
- Zdecydowanie. - zachichotałam. 
- Spójrz na to... czy ty tańczysz?
Wzdrygnęłam się. Nie wyrzuciłam tego zdjęcia? 
- Tak... tylko dla siebie, ale lubię tańczyć. 
Taka była prawda. Tańczę odkąd pamiętam ale od zawsze tańczyłam tylko w swoim domowym zaciszu. Bez publiczności i obawy, że ktoś może mnie zobaczyć. Kiedy ktoś nieznany jest w moim otoczeniu, jestem jak sparaliżowana. Nie jestem w stanie się ruszyć. 
- Powinnaś zaprzyjaźnić się z Jongupem. On też jest maniakiem tańca chociaż z początku na pewno ci się do tego nie przyzna. Dziwny z niego człowiek.
Rozmawialiśmy tak przez dobrych kilka godzin. Poruszaliśmy przeróżne tematy. Szczególnym był właśnie ten o nieszczęśliwym zakochaniu. Himchan opowiedział jak to kiedyś zakochał się w pewnej dziewczynie, która stwierdziła, że nie może być z kimś takim kto wygląda jak on. Przez to Himchan postanowił się zmienić i mamy efekty. U mnie wyglądało to podobnie. Zakochałam się i zostałam odrzucona, a po tym zdarzeniu zaczęłam zmieniać się nie tylko zewnętrznie. Jednym z powodów było wywołanie zazdrości tego, który kiedyś nie doceniał tego kim jestem. Można było więc powiedzieć, że oboje doskonale znaliśmy ten ból.
Później poszliśmy coś zjeść. Kiedy w końcu zaczęło się ściemniać, Himchan odprowadził mnie do domu. 
- Takie niedziele to ja rozumiem. Musimy to powtórzyć Eunmi.
- Zgadzam się. Kto by pomyślał, że tak się rozgadamy.
- Wspaniali z nas mówcy, a teraz do domu. Nie chcę żebyś jutro w szkole umierała. 
- O mnie się nie martw. Dam sobie radę. - fuknęłam. 
- Nie wątpię. - uśmiechnął się. - Do jutra w szkole. I masz być pełna energii bo jeśli chodzi o rozmowę to nie dam ci spokoju. 
Posłał mi ostatnie spojrzenie następnie odwrócił się i skierował ku furtce.
- Ah, Himchannie! - podbiegłam do niego. - Proszę. - podałam mu jedno ze zdjęć. - W końcu jestem twoją księżniczką. Powinieneś je mieć.
- Dziękuję. - ucałował mnie w czoło.
To był naprawdę udany dzień. 

piątek, 29 marca 2013

Rozdział XXIII

Na początku witam nowych czytelników bloga i mam nadzieję, że zostaniecie ze mną na długo. Wczorajszy dzień nie należał do najlepszych ale dziękuję osobą, które mi pomagały dojść do siebie. Co ja bym bez was zrobiła? Jesteście jak takie moje internetowe duszki za co bardo wam dziękuję i tą notkę dedykuję właśnie wam.


~***~

- To było niesamowite!
Youngjae był w chwili obecnej niczym dziecko, które dostało nową zabawkę. Mówił bardzo szybko, wymachiwał rękoma gdzie popadnie i do tego uśmiech nie schodził z jego ust.
- Kto by pomyślał, że duchy tyle wiedzą. - kontynuował. - Kto by w ogóle pomyślał, że duchy istnieją.
- Mówiłam ci. Wystarczyło się wsłuchać. Chociaż trzeba przyznać, że mój dom jest środowiskiem sprzyjającym zobaczeniu ducha. - zachichotałam.
- Od dawna z nimi rozmawiasz?
- Odkąd pamiętam. To moi jedyni przyjaciele.
- Je-jedyni? - zapytał niepewnie.
Momentalnie posmutniał.
"Eunmi, myśl do cholery co mówisz" skarciłam się w myślach. Zapomniałam już jak łatwo można skrzywdzić człowieka.
Uderzyłam się w czoło.
- Głupia ja. Wybacz mi, Youngjae. Czasami nie wiem co mówię. Oczywiście wy również jesteście moimi przyjaciółmi chociaż nie wiem, czy nie powinnam raczej nazwać was moją drugą rodziną. - uśmiechnęłam się.
- Wydaje mi się, że od twoich pierwszych dni tutaj zostałaś przyjęta do naszej rodziny. Chorej, bo chorej ale jednak rodziny.
- Tak sądzisz?
- Już po pierwszym dniu Yongguk był tobą oczarowany. Szczególnie po waszym powrocie za szkoły.
- Powiedział ci? - zapytałam zakłopotana, a soczysty rumieniec pojawił się na mojej twarzy.
- Wolał powiedzieć o tym mi niż na przykład Himchanowi. Szczerze powiedziawszy to mu się nie dziwię. Himchan nie jest najlepszym odbiorcą. On jednak woli mówić niż słuchać. Może troszeczkę za bardzo. Wracając jednak do tamtego dnia, Yongguk stwierdził, że kogoś takiego jak ty nigdy jeszcze nie spotkał. Jak pewnie wiesz po waszej pierwszej wymianie zdań niezbyt cię polubił ale wystarczyła jedna rozmowa by kompletnie to zmienić. Zastanawia mnie tylko, co dokładnie mu powiedziałaś.
- To niech już zostanie pomiędzy nim, a mną.
- Nie będę naciskał. - powiedział spoglądając na zegarek. - Powinienem już iść. Powiedziałem mamię, że spędzę noc z Daehyunem. Będzie zła jeśli zostanę tu za długo.
Musiałam mieć naprawdę głupi wyraz twarzy. Zawsze wyglądam głupio kiedy powstrzymuję śmiech.
- Eunmi rozumiem, że ty możesz zostać sama w domu przez calutki tydzień ale moja mama niestety dość rygorystycznie patrzy na temat punktualności. - westchnął.
- Tyle, że mi nie o to chodzi. - ledwo wytrzymywałam.
- W takim razie, o co?
- O "powiedziałem mamie, że" że...
- Że spędzę noc z... Eunmi, błagam powiedz mi, że stroisz sobie ze mnie żarty.
- Przepraszam, ale w twoich ustach to naprawdę zabawnie zabrzmiało.
- Czyli niewinna Eunmi była jedynie wymysłem mojej wyobraźni? - zapytał udając załamanego.
- Mówiłam już. Jestem demonem. Nie jestem taka słodka i niewinna jak mogłoby się wydawać... chociaż staram się. - uśmiechnęłam się.
- Muszę o tym pamiętać... i o tym, że powinienem bardziej uważać na słownictwo, którego używam, gdyż ktoś może to źle zinterpretować. - posłał mi wymowne spojrzenie. 
- Będę trzymać moje chore wyobrażenia jak najdalej ciebie. 
- Nawet nie wiesz jak bardzo jestem ci wdzięczny. 
Śmiejąc się i dokazując odprowadziłam Youngjae do drzwi, następnie ciepło się z nim żegnając. 
Ten chłopak naprawdę jest jednym z niewielu godnych uwagi. Inteligentny, chętny do rozmowy, urodziwy zewnętrznie. Nie można mu zarzucić, że czegoś mu brakuje. 
Mimo tego, że była sobota zapowiadał się naprawdę pospolity dzień. Z tego co powiedzieli rodzice miałam utrzymać dom w należytym porządku i nie robić niczego czego mogłabym żałować. Rozglądając się dookoła doszłam do wniosku, że mimo to nie mam nic do roboty. 
Postanowiłam, że jak to zazwyczaj w soboty bywa, przebiorę się w moją uroczą różową piżamę i spędzę dzień czytając jakąś dobrą książkę. 
Zaledwie się przebrałam, a usłyszałam znajomy głos.
- Cóż za uroczy młodzieniec. 
- Rozmawialiście ze sobą caluteńką noc. - odparłam.
- Zadawał ciekawe pytania. Poza tym nie miej mi za złe. Gdybyś wiedziała kiedy ja ostatnio rozmawiałam z jakimkolwiek chłopakiem. Zazdroszczę ci, Lisa.
- A to niby czego?
- Masz wspaniałych ludzi wokół siebie. Ja za życia byłam otoczona fałszywymi i nic niewartymi gburami. Szkoda nawet na nich słów. 
- Udało mi się. 
- Powiedz mi, czy jeżeli wybrałabym drogę demona, spotkałybyśmy się jeszcze?
- Nawet gdybyś postanowiła dołączyć do aniołów pewnie byśmy się spotkały. Niezależnie od tego, którą drogę wybierzesz równie dobrze możemy się nie spotkać. Kto wie jakie zadanie zostanie ci przydzielone?
- Rozumiem... będę to musiała jeszcze przemyśleć. Dziękuję ci. 
Rozpłynęła się, a pokój wypełnił słodki, różany zapach. 
Bycie opiekunem dusz to dziwna "posada". Jestem demonem, który pomacha i chroni duchy zanim nie dokonają największego wyboru w ich ży... żywocie? Egzystencji? Bycie? Nie jestem pewna jak powinnam to nazwać.
I pomyśleć, że ludzie wierzą w to, że ktoś decyduje, o tym gdzie jest nasze miejsce. Przecież każdy z nas ma w sobie tyle samo dobra co zła i to w naszym wyborze leży to, którą drogą się udamy.  Dlaczego ja wybrałam więc tą "złą"? Już tłumaczę. Osoby, które były z pozoru aniołkami najbardziej mnie krzywdziły, a przez ich doskonałość nikt nie był w stanie pojąć, że to ja mogę być ofiarą. Wtedy właśnie rządziła mną żądza zemsty. Chciałam, żeby każdy anioł patrzył na mnie z zazdrością. By każdy z nich jednocześnie wiedział, że ze mną się nie zadziera. Okazało się, że niestety bądź stety mam bardzo łagodną naturę. Jedynie co sprawiało mi kłopot to wybuchy emocji. Bycie wrażliwym czasami bywa męczące.
Będąc w pokoju otulona kocem, stałam przed półką w poszukiwaniu jakieś ciekawej książki.
Nagle dostałam kolejnego smsa. Tym razem nie od zastrzeżonego numeru jednak od nieznanego. Spojrzałam na telefon i wyświetliłam wiadomość.
"Ślicznie wyglądasz otulona kocem. Będziesz w stanie do nas zejść, księżniczko?"
Księżniczko... chwila? Himchan?
Spojrzałam przez okno i zauważyłam dwie sylwetki, z czego jedna z nich machała w moją stronę. Muszę zmienić firanki na rolety. Koniecznie!
Ze szczerą niechęcią zeszłam na dół i skierowałam się do drzwi. Otworzyłam je, a zimny powiew wiatru wywołał u mnie dreszcze. Drugą osobą był nie kto inny jak Yongguk. Czyżby Youngjae wywołał wilka z lasu?
- Księżniczka wyszła ze swojego pałacu by zobaczyć księcia i jego sługę.
- Kogo ty sługą nazwałeś, Himchan? - Yongguk posłał mu groźne spojrzenie.
- Nikogo, nieważne. - powiedział Himachan nawet na niego nie spoglądając.
- Co wy tu robicie? - zapytałam rozbawiona.
- Dawno cię nie widzieliśmy, Eunmi. - stwierdził Bang.
- Dlatego postanowiliśmy cię odwiedzić. - kontynuował Himchan.
- Wpierw spoglądając w moje okno?
Yongguk wybuchnął śmiechem jak chyba nigdy. Chętnie pośmiałabym się z nim ale będąc w piżamie, na zewnątrz w tak chłodny dzień...
- Moja księżniczka cała się trzęsie. Może powinienem cię przytulić?
Uh. Czemu on musi się tak ładnie uśmiechać? To nieludzkie. Jak można mieć tak idealną twarz?
Himchan ma specyficzny typ urody ale jest w nim coś co przyciąga do niego wiele dziewczyn... Jakby mu się bliżej przyjrzeć to się im nie dziwiłam.
- Eunmi, co ty mi się tak przyglądasz? - pomachał mi ręką przed twarzą.
- Ja... nic takiego... - powiedziałam odwracając wzrok.
- To nic złego. Schlebia mi to kiedy tak kochana dziewczyna zawiesza na mnie oko. Ale mówiliśmy o przytulaniu, czyż nie? - uniósł jedną brew.
Było mi zimno, a przytulanie to coś, czemu się nie oprę. Niczym małe dziecko podeszłam do niego i wtuliłam się w niego. Był wyższy niż mi się wydawało, a wiem co mówię bo sama mierzę 170 centymetrów.
- Zimna jak lód i blada jak ściana. Nie jesteś czasem chora?
- Nie, ale może być jeżeli będziesz przetrzymywał ją na zewnątrz kiedy jest w samej piżamie to zapewne będzie. - odparł Yongguk.
- Zazdrosny, hyung? - uśmiechnął się szyderczo.
- Yongguk ssi ma rację. Jest zimno i lepiej by było gdyby poszła się ubrać.
- Idź, idź my poczekamy, prawda?
Przytaknęłam i pobiegłam do domu. Naprawdę, w takim tempie i przy tego typach sytuacji będę chora przez najbliższy tydzień.
Ubrałam się jak najszybciej się dało. Znając mnie mimo starań zajęło mi to co najmniej 15 minut. Spoglądając ostatni raz w lustro w końcu zdecydowałam się wyjść.
Kiedy wyszłam zauważyłam, że czeka na mnie tylko jedna osoba.
- Yongguk ssi? Gdzie jest Himchan? Nie pobiłeś go prawda?
- W żadnym wypadku! - zaśmiał się. - Zadzwoniła jego mama i musiał wrócić do domu. Kazał cię przeprosić i przekazać, że jeszcze do ciebie zadzwoni.
- Mamy wszystkich wołają do domu. - zachichotałam.
- Co?
- Nic nic.
- Może i Himchan poszedł ale to chyba nie przeszkodzi nam w rozmowie?
- W żadnym wypadku. Pójdziemy na plac zabaw? - popatrzyłam na niego z nadzieją.
- Jeśli tego chcesz. - odparł uśmiechając się.
Poszliśmy razem w miejsce, w którym można powiedzieć naprawdę się poznaliśmy.
Niczym dziecko pobiegłam na huśtawkę. Niezależnie od wieku huśtawka nigdy się nie nudzi.
nim się obejrzałam Bang pomógł mi się rozhuśtać po czy stanął obok.
- Naprawdę jak dziecko. - uśmiechnął się ponownie.
- Tak wiem. Nic na to nie poradzisz.
- Nie chcę na to nic radzić. To urocze.
- Naprawdę tak sądzisz?
- Zdecydowanie. Nie udajesz kogoś, kim nie jesteś.
- Oj żebyś się nie zdziwił... Czasem wydaje mi się, że moje życie jest jednym wielkim kłamstwem. - przygryzłam wargę.
- Dlaczego?
Zahamowałam huśtawkę nogami i spuściłam wzrok.
- Nie mogę być ze wszystkimi szczera. Ludzie widzą to co chcą widzieć. Mają mnie za zakłamaną szmatę, a naprawdę nawet mnie nie znają. To czasem boli. Dodatkowo to zamyka mnie w sobie. Bo skoro oni nie chcą mnie poznać to po co ja mam im siebie pokazać?
- Takimi ludźmi nie powinnaś się przejmować. Wiesz jak to mówią, jeśli ktoś wytyka ci twoje wady to zazwyczaj dlatego, że to zakompleksione dupki. Jesteś warta poznania i nie daj sobie wmówić niczego innego.
- Dziękuję Yongguk ssi.
Wstałam z huśtawki i przytuliłam go do siebie. Sama do końca nie wiem dlaczego. Myślę, że tego właśnie w tej chwili potrzebowałam. Bliskości drugiego człowieka. Nim się obejrzałam on również mnie objął.
To ciepło i poczucie bezpieczeństwa nie mogło równać się z niczym innym. Najwspanialsze uczucie na świecie.
Gdy nagle stało się coś czego się nie spodziewałam. Dłonią złapał za mój podbródek po czym złożył na nich czuły pocałunek. To trwało zaledwie kilka sekund, a potrafiło mi tak zamącić w głowie.
- Wybacz... nie powinienem był tego zrobić.
- Nie przejmuj się. To było miłe. - zarumieniłam się i dotknęłam swoich ust.
- Nie chciałbym, żeby to cokolwiek między nami zmieniło. Sama rozumiesz.
- Rozumiem. - uśmiechnęłam się. - Nie mam ci za złe chociaż powinnam.
- Powinnaś?
- Skradłeś mój pierwszy pocałunek. To nie jest byle co. 

środa, 27 marca 2013

Rozdział XXII

- Niech ci będzie. - powiedział. - Twoi rodzicie nie będą mieli nic przeciwko? 
- Nie sądzę. Nie ma ich obecnie w domu i nie będzie ich przez następny tydzień więc nie masz się o co martwić. 
- Zostawili cię samą?
- To nic takiego. Jestem dużą dziewczynką. Poradzę sobie. 
- Nie jesteś trochę za młoda żeby zostawać sama w domu na tak długi okres czasu? - spojrzał na mnie.
- Dobrze wiesz, że jestem znacznie dojrzalsza od moich rówieśników. - westchnęłam, bacznie się mu przyglądając. - Może ludzie tego nie widzą, ale można mi zaufać.
- Nigdy nie powiedziałem, że nie można ci zaufać.
- Ty nie, oppa. Innym się zdarzyło. Jednak porozmawiamy w środku. Wejdźmy do domu. Zaparzę herbatę. 
Youngjae jedynie przytaknął i ruszy za mną w stronę drzwi. Weszliśmy do środka. Od razu zrobiło się cieplej. 
- Salon jest na wprost. Zaraz do ciebie przyjdę. - odparłam po czym udałam się do kuchni. 
Nie była ona za duża ale nie brakowało w niej miejsca. Podczas parzenia herbaty zastanawiałam się, co mogło go tu sprowadzać. Kogo jak kogo ale Youngjae się tu nie spodziewałam. Poza tym dlaczego wcześniej nie zadzwonił? Albo chociaż mógł zapukać do moich drzwi, a nie pałętać się gdzieś dookoła mojego domu czekając aż go zauważę i z powodu mojego dobrego wychowania, zaproszę do środka. 
Otrząsając się ze swoich myśli wzięłam dwa kubki do rąk i ruszyłam w stronę salonu. 
- Wybacz, że kazałam ci czekać. - powiedziałam.
- Nie wspomniałaś, że masz psy. - odpowiedział wpatrując się w moje dwa labradory niczym małe dziecko.
- Mam nadzieję, że to nie problem. - uśmiechnęłam się.
- Żartujesz sobie? Są naprawdę urocze!
- Też tak sądzę jednakże czasem to prawdziwe utrapienie. Jednak wracając do tematu, o czym chciałeś porozmawiać?
- Do czego raczej mnie zmusiłaś. Mniejsza o to. Chodzi o Junhong'a. 
Słucham? 
Właściwie to dotarło do mnie, że nie mam pojęcia, czy reszta wie o "wyjątkowości" Zelo. Muszę uważać na to co mówię, żeby przez przypadek o tym nie wspomnieć. 
- Coś z nim nie tak? - upiłam łyk herbaty.
- Nie odbierz tego źle, Eunmi. Ostatnimi czasy dzieje się z nim coś dziwnego, a ty wydajesz się być specem od dziwnych rzeczy.
- Od nietypowych rzeczy tak ale nie od problemów nastoletnich osobników męskich. - zachichotałam.
- Gdyby to był zwykły problem rozwydrzonego nastolatka to raczej bym do ciebie nie przychodził, nie uważasz?
- Racja. Przybliżysz mi o co dokładnie chodzi?
- Każdego dnia wydaje mi się jakby się od nas oddalał.Snuje się po szkole po jakiś ciemnych uliczkach, rozmawia sam ze sobą, znika czasami na całe dnie. Nie wiemy co się dzieje.
- Może coś stało się w jego otoczeniu? Coś co odbiło się na jego psychice na tyle by wywołać takie zmiany. Chociaż sama nie wiem. 
- Powiedz, Eunmi. Spędzasz z nim dużo czasu. Nigdy ci się z niczego nie zwierzył? Nigdy nie powiedział ci o czymś co cię zaniepokoiło?
- Próbuje sobie coś takiego przypomnieć ale nic nie przychodzi mi na myśl. W moim towarzystwie zachowuje się jak zwykle przez co jestem nieco zdziwiona.
Youngjae wydawał się być zamyślony. Nawet gdybym chciała to nie mogłabym mu powiedzieć prawdy. Nie miałam pewności, czego chciał Junhong więc nie mogłam podejmować decyzji o tym, czy reszta grupy powinna wiedzieć, czy też nie o tym kim naprawdę jest, za niego. 
- Myślisz, że mu przejdzie? - zapytał po chwili.
- To zależy, ale czy aż tak przeszkadza ci jego zachowanie? - spojrzałam na niego.
- Nie przeszkadza. Po prostu brakuje mi tego roześmianego dzieciaka. 
- Ten roześmiany dzieciak nigdzie sobie nie poszedł. Wciąż tu jest jednakże widocznie ma jakiś problem, o którym nie chce wam powiedzieć. Jednak nie naciskajcie na niego. 
- Czyli jednak coś wiesz. - wskazał na mnie palcem.
- Nic w co byś mi uwierzył. - uśmiechnęłam się.
- Przekonaj się. 
- Mimo iż wiem jaka będzie twoja odpowiedź to zadam ci pytanie. Wierzysz w duchy, oppa?
Jego mimika mówiła wszystko. Wiedziałam, że człowiek o zdrowych zmysłach, który nie miał styczności z istotami pozaziemskimi nie będzie wstanie pojąć, że takowe istnieją. 
- Co to ma do czegokolwiek? - zapytał po chwili.
- Tak mądra osoba powinna wiedzieć, ze nie odpowiada się pytaniem na pytanie. Nie mam zamiaru cię oceniać. Po prostu mi odpowiedz. 
- Sam nie wiem. Wierzę w to, że po śmierci nie znikamy kompletnie więc jakieś pojęcie duszy i życia pozagrobowego do siebie dopuszczam, ale jeśli masz na myśli niewidzialną energię, która rzekomo nas nawiedza to nie, nie wierzę w nie. 
- Oh, Youngjae ah, ale duchy nie nawiedzają ludzi. - zachichotałam. - Poltergeisty to robią. 
- Skąd ty to wiesz?
- Pewnie uznasz mnie za jakąś pomyloną, ale ja wierzę w duchy. Co więcej rozmawiam z nimi.
- Żartujesz sobie ze mnie, prawda?
- Widzisz powód, dla którego miałabym cię okłamywać?
- Nie odpowiada się pytaniem na pytanie, Eunmi. - uśmiechnął się triumfalnie. - Ale masz rację, wydaje mi się, że nie miałabyś większego celu okłamując mnie.
- Jeśli chcesz możesz tu zostać na noc i porozmawiać z nimi.
Jego twarz przybrała czerwonego koloru, a on sam zaczął drzeć.
- Youngjae ah, nie bój się. Będę tutaj. Duchy nic ci nie zrobią. - poklepałam go po plecach.
- Tu nie o to ch... - przerwał. - Naprawdę nic mi nie zrobią?
- Nie. Jesteś moim przyjacielem, a moim przyjaciół się nie tyka.
- Rozumiem. - przygryzł wargę. - Jeśli rzeczywiście nie masz nic przeciwko to zostanę.
- Zastanów się tylko, o co chciałbyś je zapytać. One naprawdę lubią rozmawiać.


*Zelo's pov*

Nigdy nie pomyślałbym, że moje życie może się tak potoczyć. Od zawsze wydawało mi się, że przez moją inność będę wiecznie na uboczu. Jednak okazało się, że nie tak trudno jest ukryć to kim naprawdę jestem. Ludzie jednak są ślepi. Tak naprawdę widzą tylko to co chcą widzieć. Ich wzrok najwidoczniej mnie omijał. Nie powiem, żeby mi to jakoś specjalnie przeszkadzało. 
Co sprawiało mi największy problem? Mój wiek. Jak bym tego nie chciał w każdej klasie byłem najmłodszy. Teraz aż tak mi to nie przeszkadza, ale kiedy byłem młodszy... Dzieci bywają okrutne. Wydawałoby się, że wystarczy być młodszym, żeby niektórzy pozwalali sobie cię bić i wyzywać. To odbiło piętno na mojej psychice. Nic nie mogłem zrobić. Przecież nie mogłem zniszczyć imienia żadnego z aniołów. Nie wybaczyliby mi tego.
W takich momentach żałowałem, że jestem tym kim jestem. Nienawidziłem faktu, że nie mogę się sprzeciwić, że nie mogę powiedzieć nikomu o moim własnym zdaniu by nikogo nie urazić. Musiałem być idealny. Ułożony, podporządkowany, uprzejmy... Do dzisiaj zastanawiam się jakim cudem udało mi się to wszystko wytrzymać. Kiedy w końcu zacząłem chodzić do liceum, wszystko się zmieniło. Zacząłem się buntować i większość moich cudownych, anielskich przyjaciół się ode mnie odwróciła. 
Jako pierwszego poznałem Yongguk'a. Z początku ciężko było mi się do niego przekonać. Nie wiem czy to przez mój kompleks wieku, czy przez to, że mieliśmy odmienne charaktery, ale to on wziął mnie pod swoje skrzydła. Później poznałem Himchan'a i całą resztę. Nareszcie czułem, że jest ktoś kto nie ma mnie tylko za gówniarza... poza Himchan'em, który cały czas nazywa mnie dzieciakiem. Niby to tylko pół roku, a mogłem powiedzieć, że jest to najlepszy okres w moim życiu. A teraz jeszcze Eunmi. 
Wątpię, że kiedykolwiek, komukolwiek bym o tym powiedział, ale od zawsze zazdrościłem demonom. Mogły być jakie tylko chciały. Miały ochotę być miłe? Mogły być. Chciały kogoś zniszczyć? Co to dla nich, przecież to demony. 
Demony mogły wszystko. 
Był taki czas kiedy za zamiany w demona dałbym wszystko. Jednak coś mi nie pozwalało. Co konkretnie? Sam nie jestem pewien. Myślę, że to przez inne anioły, które wiecznie wmawiały mi jakie to demony są zdradzieckie i niewarte niczyjej uwagi. Teraz widzę jak bardzo się milili.
Jestem świadomy, że Eunmi jest jedyna w swoim rodzaju. Takiego demona to chyba nigdzie indziej nikt nie znajdzie. Kiedy po raz pierwszy powiedziała, że jest kim jest, nie mogłem w to uwierzyć. Prędzej utożsamiłbym ją z aniołem właśnie. Wychowana, miła, wiecznie uśmiechnięta tyle, że te jej wybuchy. Tego nigdy nie zapomnę. Jej oczy płonęły ogniem, głos był znacznie niższy i siła, która pozwalała jej wręcz rzucać ludźmi, który jej się nie przypodobali. Ciekawe czy to pierwszy raz kiedy... co ja wygaduję? 
Dobrze wiedziałem, że to nie pierwszy raz. Przecież kilka lat temu... Nie będę wstanie tego zapomnieć. Nigdy. Gdybym wiedział kim jest. Znowu rozkleję się jak dziecko. 
Wciąż mam koszmary po tamtym dniu. Jej krzyk i płacz kiedy odcinano jej skrzydła tym tępym narzędziem. I pomyśleć, że ja w tym uczestniczyłem będąc święcie przekonanym, że robię dobrze. Jakby jej ból miał sprawić mi przyjemność. Po tamtym zdarzeniu zrozumiałem, że to anioły są czasami większymi bestiami niż ludzie, czy demony. Wstydzę się tego.
Czuję się jeszcze bardziej niezręcznie kiedy Eunmi się do mnie uśmiecha. Jak ona to robi? Mając świadomość, że zrobiłem takie świństwo, ona jak gdyby nigdy nic rozmawiała ze mną, uśmiechała się do mnie i pomagała mi. Może to przez bycie opiekunem dusz? Co sprawiało, że wystarczyła mi jej obecność, żebym czuł się nieswojo?

Nie rzuciłem wtedy słów na wiatr. Naprawdę zakochałem się w demonie.

piątek, 22 marca 2013

Rozdział XXI

*Redo pov*
- Proszę, proszę. Nasza mała Lisa spotyka się z moim bratem. Mało tego! Spotyka się też z tym aniołkiem. - zadrwiłem.
- Podjęła decyzję, daj jej spokój. - odezwał się Bae.
- Ty zawsze byłeś po jej stronie, panie inspiracjo. Zawróciła ci w głowie, czyż nie?
- Redo, to że jesteś liderem nie oznacza, że dam ci się w ten sposób traktować! - uderzył ręką w stół.
- Bae, uspokój się do cholery. Chcesz, żeby taka larwa jak Eunmi nas wszystkich skłóciła? - uniosłem się.
- Chciałbyś, żeby tu była. - stwierdził Shin.
- Co proszę? - spojrzałem na niego.
- Była twoją ulubienicą. Zawsze kiedy miałeś z nią trenować, kiedy tylko miałeś spędzić z nią zaledwie klika minut, cieszyłeś się jak dziecko.
- Była członkiem mojej grupy.
- Dobrze wiesz, że była kimś więcej. Nadal jest. Pamiętaj kim jest.
- Nie mamy pewności, że jest samą Lilith. - przewróciłem oczami.
- Ja osobiście nie sądzę, żeby ona była uosobieniem Lilith. - powiedział Bae. - Lilith jest demonem poczęcia i nierządu. Poza tym Lilith nienawidziła dzieci i kobiet w ciąży zsyłając na nie choroby takie jak epilepsja. Z tego co widzieliśmy Eunmi lubi dzieci i chętnie im pomaga.
- Powinniśmy też pamiętać, że Lilith była uważana za ogniście namiętną istotę żeńską, która współżyła z pierwszym człowiekiem. Nie oszukujmy się, ale o Eunmi nie można tego powiedzieć. - zaśmiał się Shin.
- Źle, że szanuje swoje ciało? - wtrącił Bae.
- Miałem na myśli fakt, że Lilith jest kusicielką, a Eunmi jest osobą raczej nieśmiałą.
- W takim razie kim ona jest? - odparłem.
- Wydaje mi się, że sam Sorat tego nie wie. Chociaż... ona sama chyba nie jest pewna kim jest.
- A co jeśli jest uosobieniem męskiego demona?
- Redo, nie bądź głupi. Musielibyśmy przejrzeć chyba wszystkie księgi, żeby znaleźć demona odpowiadającego jej zachowaniu, a i tak pewnie nic byśmy nie znaleźli.
Mieli rację. Żaden z nas nie wiedział kim ona jest. Pamiętam jak dziś ten moment gdy przedstawiła mi się jako Eunmi, a raczej wtedy jako Lisa. To było po wygraniu walki ze mną. Spotkaliśmy się w pokoju czerwieni i siedzieliśmy tak wpatrując się w ściany. Kiedy zapytałem ją kim tak naprawdę jest jedyne co zrobiła to spojrzała na mnie, uśmiechnęła się i odpowiedziała "Ty mi powiedz.".
Była inna niż wszyscy. Jej wnętrze było dojrzałe, ale zewnętrznie nadal wyglądała jak dziecko i te właściwości kłóciły się ze sobą. Nie byłem pewny jak powinienem był się zachowywać w jej towarzystwie. Ona jednak wydawała się bardziej zamyślona niż speszona. Okazało się, że to niewielki motyl na ścianie tak przykuł jej uwagę. Wpatrywała się w niego zaledwie przez chwilę. Później wstała, otwarła okno i niczym dziecko, zaczęła za nim ganiać aż do momentu kiedy udało jej się go wypuścić. Zapytałem ją dlaczego właściwie to zrobiła. Czyżby się jej nie podobał? Ona ponownie się uśmiechnęła i powiedziała "Jeśli kogoś kochasz chcesz, żeby ten ktoś był szczęśliwy. Nawet ten motyl ma uczucia. Powiedz mi Yongnam. Wolałbyś być uwięziony tylko po to, żebym mogła się w ciebie wpatrywać, czy wolałbyś żyć pełnią życia wiedząc, że możesz wszystko?". Pomyśleć, że nie byłem wstanie wtedy odpowiedzieć. Wiedziałem, że z jej założenia wynika, że gdyby tego sobie życzyła musiałbym ją uszczęśliwić i pozwolić jej się w siebie wpatrywać. Szczerze to nie miałbym nic przeciwko. 
Wiele jednak się zmieniło. Eunmi przede wszystkim zmieniła się wizualnie. Zaczynała jako typowa chłopczyca. Krótkie włosy, zawsze ubrana w długie spodnie i za luźne koszulki, a teraz? Wielkooka, długowłosa dziewczyna, ubierająca się stosownie do swojej figury, która nie ma świadomości tego, że osobniki płci przeciwnej ślinią się na jej widok. 
O czym ja właściwie myślę? To koniec.
Eunmi odeszła. Nie ma jej z nami. Rozpoczęła nowe życie. Tylko dlaczego nie mogę się z tym pogodzić? Nie mogę patrzeć na nią w towarzystwie mojego brata. Przez czystą zazdrość. Chciałbym być na jego miejscu choć wiem, że to niemożliwe. 
Czemu ja ją tak krzywdziłem? 

*Eunmi pov*

Siedziałam na łóżku, popijając gorącą herbatę. Uśmiech nie schodził z moich ust. Czyżbym oszukiwała wtedy sama siebie? Pomyśleć, że niedawno jeszcze mówiłam, że Junhong wcale mi się nie podoba. Zastanawiałam się wtedy, co tak mnie w nim pociąga, ale nigdy bym się nie spodziewała, że chłopak taki jak on może być aniołem. Upadłym co prawda, ale to wciąż anioł. 
Teraz moim marzeniem było zobaczenie jego skrzydeł. Białych, pierzastych skrzydeł. 
Anielskie skrzydła były piękniejsze niż te moje. Moje były łuskowate jak u smoka. Ohydztwo. Jednak mimo tego, kochałam je. Były tylko moje. Nie chciałam, żeby ktoś je oglądał to fakt, ale już nie raz uratowały mi życie. Pamiętam kiedy je straciłam. To znaczy, tak mi się wydawało. Jakieś przebłyski. 
Anioły wiedziały gdzie mnie szukać. Zastanawia mnie tylko kto im o mnie powiedział. Przecież wtedy nawet ja sama nie byłam świadoma tego kim jestem. 
Zaraz po tym znienawidziłam anioły całym swoim spaczonym sercem. Dołączyłam do Redo i spółki i szkolono mnie jak wojownika w przekonaniu, że to nie demony są złe. Cieszę się, że odzyskałam swój rozum, a także i skrzydła. 
Usłyszałam szum wiatru i postanowiłam otworzyć okno. Kiedy przez nie spojrzałam niemalże zamarłam. Nie potrafiłam w to uwierzyć. Czy te blond czupryny dadzą mi w końcu spokój? 
Zaśmiałam się sama do siebie. Ubrałam bluzę i szybkim krokiem zeszłam na dół. Otwarłam drzwi i wybiegłam przed furtkę. 
- Hej! Youngjae! - zawołałam.
- Dlaczego? Dlaczego? - szepnął sam do siebie. 
- Bo ponieważ. Masz zamiar tu tak marznąć i wpatrywać się w moje okno, czy wejdziesz i porozmawiamy o tym, o czym chciałeś porozmawiać?
- Skąd w ogóle masz pewność, że chciałem porozmawiać?
- Nie widzę innego powodu dla którego miałbyś się kręcić dookoła mojego domu. - powiedziałam, a intensywny dreszcz przeszedł moje ciało. - Nie daj się prosić. Zlituj się nad dziewczyną w bluzie i kapciach!

poniedziałek, 18 marca 2013

Rozdział XX

Spojrzałam w jego oczy. To niemożliwe.
Odepchnęłam go od siebie.
- To twoja wina. - powiedziałam cicho.
- Eunmi co ty... - spojrzał na mnie zszokowany.
- To przez ciebie nic nie pamiętam. To twoja wina, że w ogóle musiałam zapomnieć!
Odwróciłam się i już miałam odejście kiedy to on złapał mnie za ramiona.
- Posłuchaj mnie.
- Okłamałeś mnie. "Nie chcę, żebyś cierpiała" tak przed chwilą mówiłeś! Zapomniałeś wspomnieć, że gdyby nie ty, nie miałabym po czym cierpieć.
- Myślisz, że tego chciałem?! Tak jak ty miałem wykonać zadanie. Skąd mogłem wiedzieć, że przeżyjesz i do tego po tych kilku latach tak zakręcisz mi w głowie? Wtedy byłaś zaledwie celem do wyeliminowania, ale już po pierwszej rozmowie wiedziałem, że jesteś kimś niezwykłym. - odwrócił wzrok.
- Powiedz mi. Kiedy po raz pierwszy mnie zobaczyłeś wiedziałeś kim jestem?
- Nie. Dopiero na stołówce podczas tej rozmowy z Yongguk'iem zorientowałem się kim jesteś. Macie charakterystyczny sposób mówienia. Jednak ty wydajesz się inna. Masz własne zdanie. Pozostali go nie mają.
- Mam własną wolę. Nie jestem taka jak oni. Nie jestem nikim kogo można włożyć do jednego worka.
- Zazwyczaj jesteście bardzo podporządkowani.
- Upadłam. Jednakże dostałam drugą szansę. "Oczyszczono" mnie.
- Odzyskałaś swoje skrzydła?
- Tak. Nie chciałabym ich znowu stracić przez co nie wiem, czy powinniśmy utrzymywać jakikolwiek kontakt. - powiedziałam cała się trzęsąc.
Czy ja właśnie powiedziałam, żeby on się do mnie nie zbliżał? Co ja wyprawiam? Co jeśli go stracę? Ale z drugiej strony on jest inny.
- Nie będę cię do niczego zmuszał ale... nie będę wstanie cię unikać.
Złapał moją dłoń. Jego skóra była inna niż moja. Taka ciepła.
Nic nie powiedziałam. On doskonale wiedział, że ja również nie dam rady.
- Junhong...
- Chcesz, żebym odszedł?
- Nie. - powiedziałam ledwo słyszalnie.
- Spójrz mi w oczy, Eunmi. - uniósł mój podbródek. - Naprawdę nie chcę zrobić ci krzywdy. Kim bym nie był możesz mi zaufać.
- A jeśli oni się dowiedzą?
- Dobrze wiesz, że duchy nie rozmawiają z aniołami. Ale z demonami przecież też nie. Chwileczkę!
- Wyciągaj wnioski. - odparłam.
- Kim ty jesteś?
- Jestem opiekunem dusz. Demonem zesłanym na ziemię, którego zadaniem jest chronić duszę, które jeszcze nie dokonały swojego wyboru. To dlatego ze mną rozmawiają.
- Jesteś... opiekunem? Myślałem, że to tylko stworzenia legendarne.
- Myślisz, że dlaczego aniołom tak zależy, żeby mnie zniszczyć? Choć dusze same podejmują wszystkie decyzje jeśli nie zdecydują się dołączyć do was, kogo się obwinia? Mnie. Mam najbardziej niewdzięczną posadę ze wszystkich demonów. To dlatego traktują mnie z góry. Dosłownie. Kiedy oni ogłaszając się odzwierciedleniami władzy, zniszczenia czy kontroli i nie robią nic, ja muszę dbać zarówno o ludzi jak i o pozostałe demony, a nawet anioły. Szkoda, że tego nie doceniacie.
- Przecież demony nic dla aniołów nie robią. - zdziwił się.
- A kto zajmuje się upadłymi?
- To dlatego tak zareagowałaś kiedy wtedy mnie pobito.
- Zgadza się. Wy tego nie widzicie, ale demony są bardziej ludzkie... to chyba niedobre słowo, ale wiesz dobrze o co mi chodzi. Nie jesteśmy tak dumni i potrafimy pomagać innym.
- Nie kłóćmy się o to kto jest lepszy, albo gorszy. To nie ma sensu.
- Racja. Ale to nie zmienia faktu, że anioły to zadumane w sobie bufony.
- Dzięki. - przewrócił oczami.
- Nie ma za co. Wybacz, że zapytam, twoi rodzice wiedzą?
- Nie i póki co nie mam zamiaru im wspominać o tym jakim to wspaniałym stworzeniem jestem. Nie uwierzyliby mi. A jak z tobą? - spojrzał na mnie.
- Moi wiedzą... to znaczy - łzy zaczęły ciec mi po policzkach.
- Eunmi. - przytulił mnie. - Co się dzieje?
- Bo moi obecni rodzice to nie moi prawdziwi rodzice. - odparłam.
- Co? Jak to nie są twoi prawdziwi rodzice? - jego uścisk momentalnie się umocnił.
- Ja... nie potrafiłam żyć z moją rodziną dlatego uciekłam. Trafiłam do rodziny zastępczej.
- Ty wcale się nie przeprowadziłaś...
- Nie. Zmieniając rodzinę automatycznie zmieniłam miejsce zamieszkania.
- Eunmi ile ty tak naprawdę przeżyłaś? - jego ton wydawał się załamywać.
- Wiele, ale nie będę cię tym za... Junhong, czy ty płaczesz? - zdziwiłam się.
- Ja nie...
Przetarłam jego łzy i uśmiechnęłam się ciepło.
- Posłuchaj. To było i minęło. Nieważny, zamknięty rozdział w moim życiu. Rozpoczął się nowy i to on jest teraz ważny.
- Ale
- Chcesz mi pomóc?
- Chcę.
- Spraw, żeby ten nowy rozdział był lepszy.
- Tak zrobię. Obiecuję ci.
- Anioł, który składa obietnicę demonowi, a to ci nowość. - zachichotałam przez łzy.
- Anioł, który zakochał się w demonie, to dopiero coś.

czwartek, 14 marca 2013

Rozdział XIX



Serce o mało co nie wyskoczyło mi z klatki piersiowej. 
Znowu to samo? Kiedy był u mnie, zachowywałam spokój i bez problemu z nim rozmawiałam, a wystarczy, że znajdziemy się w nieznanym mi miejscu, a zaczynałam panikować. Czego ja właściwie się bałam? Sama nie byłam pewna. 
Chociaż ważniejsze od tego, co mnie przeraziło, jest to z jakiego powodu Junhong siedział na ławce samiutki jak palec w chłodne styczniowe popołudnie. A co jeżeli rzeczywiście się z kimś umówił, a ja będę mu tylko przeszkadzać? 
To by wszystko wyjaśniało. 
Nawet gdyby to nie mogę teraz od tak sobie odwrócić się i wrócić do Hyorin i chłopaków. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam przed siebie. Moje kolana z kroku na krok stawały się coraz słabsze. Przez chwilę miałam wrażenie, że się przewrócę.
Kiedy w końcu zauważył mnie idącą w jego kierunku nieco się zdziwił. Pomachałam mu nieśmiało i czekałam na jego reakcję. Wstał z ławki i podszedł do mnie.
- Co ty tu robisz Yang? – zapytał lekko się uśmiechając.
- Przechodziłam niedaleko. – odparłam.
- O tej porze? W taką pogodę? W takim miejscu? Sama? Nie wydaje mi się. 
- Zadajesz całą masę pytań. - zaśmiałam się. - Pamiętaj, że mnie nie ocenia się tą samą miarą co innych. Coś co dla was może być dziwne dla mnie jest kompletnie normalne.
- Jakiś przykład?
- Wierzę w duchy. - odpowiedziałam jakby nigdy nic.
- Żartujesz sobie. - spojrzał na mnie wielkimi oczami.
- Nie. I nie zażartuję kiedy powiem ci, że z nimi rozmawiam. 
- Wywołujesz duchy?
- Skądże! To zabawy dla dzieciaków. Duchy same chcą ze mną rozmawiać. Lubią kiedy ktoś ich słucha jednakże przez wieczny brak czasu i wszelkie zagłuszenia świata zewnętrznego zapominamy o tym, że umarli wciąż mają głos. To przykre. 
- Czyli jesteś czymś w rodzaju medium? 
- Czy ja wiem… Medium jest raczej osobą dzięki której duchy mogą manifestować, ostentacyjne okazywać swoje uczucia i emocje. Ja tylko z nimi rozmawiam.
- Na jakie tematy? 
- To zależy. Duchy tak jak ludzie różnią się od siebie. Jedne opowiadają mi o tym jak ciężko żyło się w ich rodzicach, jak to jest popełnić samobójstwo albo zostać zgwałconym. Często przez to płaczę. Okazuje się, że nie ma krzywdy, której człowiek nie byłby wstanie wyrządzić drugiemu człowiekowi. 
- Ludzie to podłe istoty.
- Też tak uważam. Dobrze, że nie jestem... wracając. Co ty właściwie tutaj robisz? – zmieniłam szybko temat.
- To nie ma znaczenia. Możemy wrócić do tamtego? Przerwałaś.
- Naprawdę cię to interesuje? – zdziwiłam się.
- Lubię kiedy mówisz o dziwnych rzeczach. To ciekawe.
- Wydaję mi się, że wiesz więcej ode mnie. Bynajmniej one tak mówią.
- One? Masz na myśli duchy?
- Zgadza się.
- Mówią o mnie? - wydawał się być zdenerwowany.
- A myślisz, że skąd wiedziałam, że Yongguk ma więcej zalet niż mięśnie? Skąd wiem, że pasją Jongup'a jest taniec? I skąd wiem o kilku rzeczach, które jednak wolę przemilczeć? – zaśmiałam się.
- Patrząc na to z tej strony to ma sens. Jednak to trochę niepokojące. Nie wiem teraz ile tak naprawdę o mnie wiesz.
- Na razie tyle ile wiem mi wystarczy. Nie przejmuj się. Nie mam zamiaru wykorzystywać mojej wiedzy przeciwko tobie… ale przeciwko innym? Nie omieszkam. 
- To trochę okrutne z twojej strony. 
- Uczę się od najlepszych. W końcu skoro inni nie szanują mnie i tego co robię to z jakiego powodu ja powinnam szanować ich tajemnice? Zniosę agresję, poniżanie i kłamstwa, ale nie brak szacunku. Chociaż agresja rodzi się z braku szacunku... albo kompleksów. Nieważne.
- Rozumiem cię. Każdy niby robi to co chce, ale w końcu wolność człowieka kończy się tam gdzie zaczyna wolność drugiego. 
- Alexis de Tocqueville. Nie popieram jego myśli. Wolność się nie kończy, dlatego jest wolnością. Z tego cytatu wynika, że każdy człowiek ogranicza drugiego człowieka swoją wolnością. To bez sensu. Wychodzi na to, że będąc wolnymi jesteśmy ograniczeni. 
- A wyobrażasz sobie świat, w którym każdy może robić co tylko mu się podoba, nie zważając na jakiekolwiek normy moralne? 
- Zapanowałaby anarchia. Brak zasad, który już sam w sobie jest jakąś zasadą. - wzruszyłam ramionami.
- Eunmi, nie chciałabyś być może filozofem? 
- Nie. Sama nic do tego świata nie wnoszę. Zaledwie próbuję udowodnić ludziom jak bardzo się mylą. 
-Doskonale ci to wychodzi. Nie bez powodu nazywają cię inteligentną bestią. - od razu zakrył usta dłonią. 
- Już o tym słyszałeś? – zachichotałam. - Stare dzieje. Poza tym sądzę, że nazwanie mnie bestią nie jest zbyt trafne. Nie uważam się za osobę specjalnie agresywną czy dziką… no nie licząc tych sytuacji, w których ktoś próbuje skrzywdzić ludzi, których kocham. 
- Od zawsze tak masz? 
- Ty mi powiedz. – spojrzałam na niego. 
- Co? – oniemiał. 
- Junhong, nie okłamuj mnie. Wiem kim jesteś. Wiem, że byłeś tam wtedy kiedy stało się to czego nie pamiętam. To od czego wszystko się zaczęło. Proszę, powiedz mi. – złapałam go za rękaw. 
- Nie mogę ci o tym powiedzieć. Przepraszam. – spuścił wzrok.
- Junhong, błagam. Zrobię wszystko o co mnie poprosisz tylko powiedz mi co się wtedy stało. – łzy napłynęły mi do oczu. 
- Nie pozwolę ci znowu tego przeżywać. Nawet nie jesteś wstanie sobie wyobrazić jak wtedy cierpiałaś. Nie wybaczyłbym sobie gdybyś ponownie miała się tym zadręczać. 
- Ale ja… ja naprawdę chcę wiedzieć. Jestem silniejsza niż kiedyś. Zniosę to i o wiele więcej! - krzyknęłam.
- Jestem tego pewien. – poczochrał mi włosy. – Jednak nie dzisiaj, Yang. 
- Obiecaj, że nie zataisz tego przede mną i kiedyś opowiesz mi co się wydarzyło. – starałam mówić się na tyle stanowczo na ile to było możliwe. 
- Obiecuję. – uśmiechnął się. - A teraz nie płacz i nie zaprzątaj swojej głowy czymś tak mało ważnym. – przetarł łzę z mojego policzka. 
- Um. – potaknęłam. 
- Wiesz co, Eunmi? Kiedy tak z tobą rozmawiam wydajesz się być niczym anioł. 
Byłam zszokowana, ale pozytywnie. Nigdy nie usłyszałam czegoś takiego. Przyzwyczaiłam się do tego, że nazywano mnie demonem i pomiotem diabła. Ludzie od początku nastawiali się na to, że jestem rozwydrzonym dzieciakiem. 
- Dlaczego właśnie anioł? 
- Starasz się załatwić wszystko pokojowo… przynajmniej na początku. Kiedy mówisz o swoich przekonaniach nie boisz się krytyki tylko odważnie przyjmujesz ją do siebie. Kiedy jednak rozmawiasz z kimś od tak, promieniejesz i starasz się być wiecznie uśmiechnięta. Coś godnego podziwu. 
- Ah, to nic takiego. – zarumieniłam się. 
Nim się obejrzałam jego twarz znalazła się zaledwie kilka centymetrów od mojej. 
- Nie mów tak Yang. Dobrze wiesz, że jesteś wyjątkowa.